Była chłodna jesień. Wiatr cichutko wiał, plącząc moje
średnio długie, ciemno miodowe włosy. Słyszałem za sobą kroki dobrze znanej mi
osoby. Poczułem jego dłoń na moim ramieniu. Jeszcze chwila i...
-Idziemy Shiro?
Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem uśmiechniętą, zadziorną
twarz Haruko.
-Jasne, chodźmy.- powiedziałem cicho, z lekką dozą
nieśmiałości w głosie.
- Co ty taki niewyraźny Shiro?- Spytał mnie, nie przerywając
żucia gumy.
Od razu się ożywiłem. Spojrzałem na niego jeszcze raz, z
lekka otumanionym wzrokiem. Spróbowałem odzwierciedlić jego nonszalancki
uśmiech, po czym sprawnym ruchem rzuciłem w niego moją torbą.
- Kto ostatni na boisku ten cwel!
Pobiegłem ile sił na plac za szkołą. Doskonale wiedziałem,
że Haruko jest szybki, ale na pewno nie aż tak jak ja. W końcu ja biegałem, gdy
on tylko kopał tę swoja piłkę. Ostania prosta i... Kurwa, płot. Podjąłem próbę
wspięcia się na jakże prostą i zarazem niespodziewaną przeszkodę, ale średnio
mi to wychodziło. Haruko już mnie dogonił. Szepnął tylko: ”frajer” po czym
zgrabnie przeskoczył barierę. Był już na boisku i się zanosił się donośnym,
aroganckim śmiechem. Cały on. Trochę nieudolnie wspiąłem się na ogrodzenie, z
którego oczywiście w końcu musiałem spaść. W tamtym momencie Haruko miał ze
mnie jeszcze większą polewkę.
Wkurwiony do granic możliwości podniosłem się z ziemi. Otrzepałem się i poprawiłem kołnierz mojej niestarannie wyprasowanej koszuli. Włożyłem dłonie do kieszeni spodni i powoli ruszyłem w stronę rozbawionego chłopaka.
Wkurwiony do granic możliwości podniosłem się z ziemi. Otrzepałem się i poprawiłem kołnierz mojej niestarannie wyprasowanej koszuli. Włożyłem dłonie do kieszeni spodni i powoli ruszyłem w stronę rozbawionego chłopaka.
- Uważaj bo się zapowietrzysz - wymamrotałem, rzucając mu
mordercze spojrzenie.
Haruko położył sobie dłoń na karku i spojrzał na mnie z
uśmiechem.
- Oj nie denerwuj się, Shiro. To nie moja wina, że ja jestem
doskonały, a ty - powoli zmierzył mnie wzrokiem - No właśnie - powiedział i
ponownie zaczął się śmiać.
- Och zamknij się - wycedziłem przez zęby i odwróciłem się w
drugą stronę.
Haruko widząc, że zaraz może z tego wyniknąć niezła awantura
podszedł do mnie od tyłu, położyć mi głowę na ramieniu i zaczął trzepotać rzęsami
z przepraszającym wyrazem twarzy. Wyglądał tak komicznie, że nie mogłem
powstrzymać się od uniesienia kącików ust do góry.
- Odwal się, bo zaraz ludzie zaczną gadać, że do mnie
zarywasz - powiedziałem i odepchnąłem go, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać
-Ej pedały!
Odwróciliśmy się w stronę, z której dochodził kpiący głos. W naszą stronę zmierzał wysoki, rudowłosy chłopak. Ręce schowane miał w kieszeniach dopasowanej marynarki, spod której wystawała wygnieciona koszula. Na jego twarzy znajdował się lekki, cwaniacki uśmiech, wyrażający pogardę. Hideki.
-Spieprzaj frajerze! - ogarnęła mnie złość. Nienawidziłem Hidekiego od zawsze, a on nienawidził mnie. Za każdym razem, gdy stawaliśmy sobie na drodze, wynikała z tego afera.
Odwróciliśmy się w stronę, z której dochodził kpiący głos. W naszą stronę zmierzał wysoki, rudowłosy chłopak. Ręce schowane miał w kieszeniach dopasowanej marynarki, spod której wystawała wygnieciona koszula. Na jego twarzy znajdował się lekki, cwaniacki uśmiech, wyrażający pogardę. Hideki.
-Spieprzaj frajerze! - ogarnęła mnie złość. Nienawidziłem Hidekiego od zawsze, a on nienawidził mnie. Za każdym razem, gdy stawaliśmy sobie na drodze, wynikała z tego afera.
-Coś taki niedobry dla kolegi z klasy? - spytał z ironią
-O kurwa, świętoszek się znalazł. A jak już skończyłeś
seplenić to spieprzaj.
-Zważaj na słowa.
-Heh, spieprzaj.
-Dobra Shiro, chodźmy stąd. - Wtrącił się Haruko,
przeczuwając, co się święci.
-A co, idziecie się pedalić gdzie indziej? I dobrze. Nikt tu
nie chce oglądać twojej krzywej mordy, Shiro.
-Hideki przymknij pysk bo Ci go przetrącę. - zacisnąłem
pięści. Byłem na granicy wytrzymałości.
-Spróbuj szczęścia, debilu.
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na skurwysyna, jedną ręką
chwytając jego koszule, a drugą nieudolnie próbując walnąć go w twarz, co udało
się dopiero za trzecim razem. Hideki nadepnął mi na nogę, po czym uderzył mnie
z głowy. W tym momencie Haruko chwycił do za kark, ociągnął i wymierzył mu
mocny cios w szczękę. Chłopak upadł, po czym dźwignął się na nogi i ruszył w
stronę szkoły.
-Ej, gdzie spierdalasz? - krzyknąłem
-Nie będę marnował czasu na takie debilizmy. Do następnego razu, pizdo.
-Nie będę marnował czasu na takie debilizmy. Do następnego razu, pizdo.
- Wracaj tu ty skurw... - nie dokończyłem. Przerwał mi znajomy,
cienki głos dochodzący zza moich pleców.
-Ej, co tu się
dzieje?
Odwróciłem się w jej stronę. Zobaczyłem pofarbowane na
niebiesko włosy, swobodnie opadające na delikatnie zarysowaną twarz.
-Ehm... Cześć Mika. A no nic się nie stało... - zacząłem się wykręcać
-Ehm... Cześć Mika. A no nic się nie stało... - zacząłem się wykręcać
-Jak to nic, przecież widzę że krwawisz - dotknąłem swojej
wargi. Rzeczywiście, sączyła się z niej strużka jasnoczerwonej krwi.
-A, to. To nic
takiego. Masz może chusteczkę? - spytałem
-Czemu nigdy nie masz nic swojego? Proszę. - Podała mi chusteczkę
którą wytarłem krew z twarzy.
-Shiro znów się z...- zaczął Haruko. Rzuciłem mu spojrzenie
mówiące "siedź cicho", lecz on nie zwrócił na to większej uwagi. -...
Hidekim napierdalał.
-Shiro ciebie Bóg opuścił czy co? Wiesz że nie możesz się
bić.
-Skurwiel sam zaczynał. -
rzuciłem
-To go zignoruj.
-Powiedziała ta co nigdy nikomu nic nie zrobiła. - wtrącił
się Haruko.
-To tylko jeden raz. - Mika podała mi kolejną chusteczkę
-Ta, jeden raz kiedy kogoś zabrała karetka. - chłopak
uśmiechnął się lekko, wyraźnie rozbawiony wspomnieniem.
-Jeszcze jedno słowo Haruko to Ciebie będą składać na
OIOM-ie - odparła lekko zirytowana dziewczyna
-Uspokój się Mika- Powiedziałem, dalej wycierając krew cieknącą mi po twarzy.
-Uspokój się Mika- Powiedziałem, dalej wycierając krew cieknącą mi po twarzy.
- Jesteście jak małe dzieci - podsumowała lekko zdenerwowana
dziewczyna - A wasze zachowanie można porównać do rzucania hot-dogami w
meczecie. Ani to sensowne, ani bezpieczne, ale sprawia wam radość.
Haruko zaczął się śmiać, a Mika odwróciła się od nas i
poszła w stronę wyjścia z boiska. Wymieniliśmy spojrzenie z chłopakiem, po czym
chwyciłem torbę i poszedłem za dziewczyną. Mój przyjaciel, nie wiedząc co
mógłby zrobić, uczynił to samo, dalej zataczając się ze śmiechu.